czwartek, 15 maja 2014

śpiąca modlitwa

Chcę wyjść bosymi stopami na mokry od deszczu zarośnięty kwiatami, krzewami i drzewkami tajemniczy ogród. Chcę w nim tak sobie leżeć w długiej, białej, koronkowej koszuli tuż po przebudzeniu. Do momentu w którym nie przybiegną psy, żeby mnie wąchać i lizać po twarzy. Chcę mieć dziecko. Oduzależnić się od mamy i ojca. Schować przed nimi małą córeczkę w sercu, zachować ją dla siebie. To przykre. Chciałabym być dzieckiem przy nich, razem z nimi. Niestety, ojca serce zamieniło się w lód.
Ach, ile w mieście snów
Ach, ile w księgach słów
Tyle jeszcze w sercu noszę
Chcę zarabiać z psów na życie. Chcę spędzać czas w gronie otwartych serduszek, chcę w taki najlepszy sposób leczyć zapotrzebowanie człowieka na dotyk, który jest uzdrawiający. Nie chcę być oszukiwana. Nie chcę strachu ani intrygi. Może to być praca z dziećmi, byle z kimś kto nie zatracił szczerości i umie ją doceniać.
Nie chcę klatki dla swoich wyrywających się nieśmiało skrzydełek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz